zajadę tam, gdzie chce...
Kategorie: Wszystkie | Trasa Europa
RSS
środa, 11 maja 2016

Jak człowiek da się ponieść rzece życia, to ląduje tam, gdzie nawet nie pomyślałby o tym ,że kiedykolwiek się znajdzie. To kolejny dowód na to ,że szkoda sensu planować cokolwiek, bo i tak życie ma inne plany i znajdziesz się tam ,gdzie powinieneś być . Na razie zastanawiam się, czy zabłądziłam, czy może jednak ta niespodziewana zmiana miejsca, ludzi i otoczenia to mój nowy dom. Czekam na dalszy rozwój wypadków. Życie wkrótce pokaże mi odpowiedz na moje pytanie. Najgorsze jest to, że planuję.  Oczami wyobraźni widzę mój nowy dom. Boję się, że znowu szlag trafi moje plany ,ale czy da się zbudować dom nic nie planując? 

14:12, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 stycznia 2016

Jak mi tu opowiadali, ze moze padac deszcz non stop przez miesiac lub dwa, to trudno mi bylo to sobie wyobrazic, teraz widze to na wlasne oczy. Leje kolejny dzien, trudno okreslic ktory z kolei, a najlepsze jest to, ze ta woda gdzies na biezaco znika, nie ma tu powodzi. Nie wiem gdzie ona sie podziewa, ale wsiaka rownie szybko jak pada. Taka to zima w hiszpanskiej Galicji. Takze jakbyscie chcieli wybrac sie w okolice Santiago o tej porze roku to tylko w gumiakach i plaszczu przeciw deszczowym . To jedyny stroj jaki warto tu teraz miec ze soba.

Dobra wiadomosc jest taka, ze zaczelam pisac ta niby moja pierwsza ksiazke, ale nie spodziewajcie sie szybko efektow, bo pisze tylko w wolnych chwilach, a mam ich malo. Teraz maluje sciany w pokojach i ucze sie hiszpanskiego. I czasami gotuje obiady jak kucharz ma wolne. Wiec mam troche zajec, ale cztery pierwsze strony juz sa. Najtrudniejszy poczatek za mna. 

Poza tym po staremu :)

18:55, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 grudnia 2015

Coraz czesciej mysle o tym by pojechac kiedys do Peru. Slucham opowiesci ludzi ktorzy tam byli, czytam blogi tych , co tam sa i wydaje mi sie ze sposob zycia i podejscie do swiata ludzi tam zyjacych moze byc tym sposobem w jaki chce i probuje zyc. Tutaj ludzie tego nie rozumieja, bo jestesmy inni kulturowo. Tam to jest normalne i nikogo nic nie dziwi. Tam mozesz stanac na ulicy w kazdym miejscu i sprzedawac swoje wyroby. Nie musisz miec zadnego pozwolenia, zadnego papierka od sanepidu , nie musisz miec przystosowanego lokalu. Masz ochote pracowac to pracuj. Nikt ci tego nie moze zabronic. Jak taki sprzedawca zarobi na utrzymanie na dzis jest szczesliwy i wiecej nie potrzebuje... po co wiecej ? Jak masz wiecej to moga cie okrasc. Pieniadze na jutro zarobi sie jutro i tyle. Zyje sie dniem dzisiejszym. I to podejscie do zycia jest piekne w swojej prostocie. Mañana.

20:46, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 grudnia 2015

Zanim dojechałem do Fatimy byłam już przeziebiona. Jeden dzień w deszczu, noce w nieogrzewanych pomieszczeniach i chore gardło gotowe. Pije tylko ciepła kawę rano i tyle... gorący obiad trzy tyg temu był w Santiago... nocuje u bombeiros ...czasami zdarza się że jest kuchnia czasami nie ma, ale jakby nie było staram się nie paletac im pod nogami wiec nie korzystam . Zdarza się że mają alarm za alarmem a ja jestem gościem wiec prysznic kolacja i siedzę spokojnie w ich sypialni . Główna zasada "nie przeszkadzaj" .  Wiec by ulżyć mojemu gardlu w bólu poszłam do farmacji i tu niestety byłam zaskoczona . Nie mają nic na gardło ... nie ma syropu, nie ma tabletek do ssania,  nie ma witamin w pluszu....są tylko witaminy Centrum dziękuję....drogie jak cholera. ..kupiłam Porto na rozgrzanie i sobie wieczorami popijam. ..i tanie i skuteczne :) polecam. 

23:54, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2015

Jadę, jadę i jadę... i zastanawiam się gdzie to słońce. Niby swieci, ale nie ogrzewa. Powietrze jest mroźne. Często jadę w rękawiczkach i czapce. Może cieplej jest bardziej na południu, ale tam nie jadę ze wzgledu na dużą ilość uchodźców, którzy tam przebywaja. Rzadko śpię teraz w namiocie, ale pod względem ciepła to żadna różnica. Tutaj nie ma w domach ogrzewania. Temperatura jest tylko o kilka stopni wyższa. Np. dziś na zewnątrz 9 lub 10 * a w pomieszczeniu 12 jest zimno i nie kumam jak oni tu żyją i dlaczego nie założyli sobie jeszcze ogrzewania.  No i tak właśnie szukając raz dachu nad głową w mieście Vigo będąc jeszcze w Hiszpanii trafilam do Domu Rybaka z napisem albergue. Niby wszystko spoko.  Pani kazała mi czekać do 20.00 to sobie usiadlam na ławce i jem późny obiad bo juz po 17 . Czas mija a pod drzwiami zbiera się coraz więcej ludzi różnego typu i żaden nie jest pielgrzymem. Siedzę i się zastanawiam o co tu chodzi. I gdzie trafilam. O 20.00 przychodzi do mnie młody człowiek i mi mówi bym wzięła swoje rzeczy. Biorę a rower przypinam do barierki. W środku dwie młode kobiety proszą o dowód. Spisują, wklepuja mnie do komputera a młody człowiek cos mi tłumaczy to po hiszpańsku to po angielsku, ze zawsze mogę tu nocować. Ja tłumacze ze chce tylko jedna noc bez śniadania i kolacji bo mam swoje jedzenie. Dostaje kartkę z krateczkami na chyba dwa miesiące. Pytają się o prace... nie pracuję... i myślę sobie po co im to... oddają dowód i tak o to zostałam wpisana jako osoba bezdomna. Dalej pan każe mi wziasc ze sobą tylko to co potrzebuje do spania i umycia się a resztę mam zostawić w magazynie. Dostaje tez ręcznik i mi mówi ze o 8 rano otwierają magazyn. Ok. Idę dalej... chciałam iść do pokoju i od razu pod prysznic ale nie... najpierw kolacja....wchodzę na świetlicę i dostaje to cos co widzieliście na zdjęciu.  Plus woda z kranu do picia. Jem tylko fasolke z chlebem. I jogurt. I chce juz iść do pokoju ale każą mi zostać do 21.30 wtedy kończy się kolacja. Przychodzi pani kompletnie pijana i siada przy moim stoliku. Reszta towarzystwa w nie lepszym stanie. Koniec kolacji i gdy wychodzimy każdy dostaje przydział pościeli. Pomyslalam sobie ze brakuje tylko pizamy w paski. W  pokoju  kamera i kilka łóżek piętrowych, dwa prysznice i dwie toalety. I  umieszczono mnie z kilkoma paniami średniego wieku w tym ta kobieta kompletnie pijana, młoda dziewczyna ok. 16 lat i babcia w brudnej zimowej kórtce , która jak się walnela na łóżko ubrana tak jak przyszła,  tak wstała rano i o dziwo poszła pod prysznic. Przyszła młoda dziewczyna z personelu i pyta się czy wszystko ok. Mowie ze nie, ze to nie jest albergue dla pielgrzymow i ze chce wyjść, ze mam namiot i czy mogę na terenie go rozłożyć. Tłumaczy mi ze jak wyjde to juz nie mogę wrócić ze to spokojne miejsce ze nie ma tu bójek, jest pan który pilnuje w nocy porządku i prosi mnie bym została ze to tylko jedna noc. Dobra myślę sobie jakoś przetrwam do rana. Poszlam pod prysznic i polozylam się spać słuchając muzyki. Noc spokojna wstalam przed 8 i od razu idę do magazynu po swoje rzeczy ale pan mnie zawraca. Tłumacze ze nie chce śniadania chce wyjść i uparcie schodzę na dol. Powiadomił jakąś panią która leci za mną. Tłumacze jej ze wczoraj powiedziano mi ze o 8  będę mogła wyjść. Nie chce sniadania...to wszystko na nic muszę iść do jadalni i czekać aż wszyscy zjedza mowie jej ze to nie jest albergue tylko więzienie.  Istny atak na moją wolność. Czekalam w jadalni do 9 i  w końcu mogłam wyjść. Poczulam się wolna jak nigdy, gdy wsiadlam na rower i odjechalam w stronę Portugalii. 

22:08, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 października 2015

Za jakies dwa tygodnie znowu ruszam w trase na ok. 2 miesiace.  Jade tam, gdzie cieplo. Czyli Portugalia i poludniowa Hiszpania. Znowu bede mogla byc sama ze soba. 

Polnocna Hiszpania jesli chodzi o pogode bardziej przypomina Polske jesienia. Nie zawsze jest cieplo i pada...pada...pada...pada...i tak przez dwa, trzy miesiace bez przerwy. Trudno mi to sobie wyobrazic, ale tak jest w Galicji. W calej Hiszpanii slonecznie a w Galicji deszcz. Dlatego fajnie bedzie poczuc slonce na sobie. 

14:05, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 października 2015

Wiem, że nie zaczyna się zdania od no więc. ..

No więc był u nas Marek Kamiński. Rano między 10 a 11 dobijał się do drzwi od restauracji. Wyciągałam akurat ciasto z pieca i byłam sama zamknieta w środku. Pomyślałam że to znowu jakiś zablakany pielgrzym mi przeszkadza.Patrze a to Marek. Otworzyłam mu drzwi i pyta się czy jest ksiądz. Nie ma pojechał do Santiago na mszę. To proszę pozdrowić księdza od Marka Kamińskiego. Dobrze pozdrowie. Odwrócił się odszedł kawałek wrócił się spowrotem i pyta się którędy do pomnika Pielgrzymów. To wskazałam drogę i poszedł. Potem przyjechał wieczorem po naszej kolacji.Zjadł bo głodny był podkusilam pana Andrzeja by o autograf poprosił zainteresowani zrobili sobie z nim zdjęcie i poszedł na rozmowę do księdza. Niewiele mówił przy kolacji rozczarowany był ze ludzie go nie poznają na drodze gdy robił camino. Przejrzałam jego osiągnięcia i jak dla mnie to trochę ta sprawa z Kamińskim jest przereklamowana. Bo wielu ludzi jeździ autostopem , wielu ludzi pływa na statkach wielu ludzi idzie do Santiago od progu swojego domu. A niewielu robi z tego wielkie halo. Zależy po co się idzie. Dla siebie czy dla sławy?  Ale to już sprawa osobista każdego człowieka. 

20:25, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 października 2015

Tutaj kwiaty, które u nas zdobią mieszkania są chwastami i rosną normalnie na polu. Ponieważ dla mnie to są wciąż kwiaty, to wczoraj posadzilam kilka szczepek i w miejscu, w którym wsadzalam je do ziemi leżała jakaś roślina podobna do agawy w połowie uschnięta wiec by ją ratować wsadzilam ja do ziemi. Dziś z porannej wycieczki rowerowej przywiozłam opuncje i wrzosy. Po obiedzie chciałam je posadzić. I ksiądz przyszedł zobaczyć co wyczyniam. I zobaczył  ze posadzilam ta niby agawe i mówi Wyjmuj to natychmiast to roślina brazylijska która rośnie w powietrzu, wyjmuj to natychmiast to zgnije w ziemi. Śmiejąc się pytam czy ksiądz sobie żartuje ze mnie czy co i uśmialismy się przy tym trochę, wrzosy ksiądz nazwał chwastami ale na opuncje dostałam pozwolenie. I na tym się skończyła moja samowolka jeśli chodzi o kwiaty. A takie miałam plany no... 

17:22, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 października 2015

Tyś mnie spotwarzył, bracie, tyś proch mi cisnął w oczy -
Jam twarz swą w źródle umył, w tobie się dusza mroczy.

Tyś mnie zasmucił, bracie, tyś płaszcz mi zdarł na mrozie -
Jam piękną swą nagość ujrzał, twa dusza marznie w grozie.

Tyś mnie przestraszył, bracie, twa dłoń mi spichrze pali -
Ja żebrząc pokory się uczę, twa dusza na głód się żali.

Tyś mnie ukrzywdził, bracie, tyś zranił moją miłą -
Jam ją pokochał bardziej, twej duszy krwi ubyło.

Tyś cios mi zadał w duszę, co miłość swą ci dała -
Jam bolem się oczyścił, a dusza twa skonała.

Klęknijmy razem, bracie... Mogiła się otwarła -
Módlmy się za twą duszę, co nieszczęśliwie zmarła.     

L. Staff                                                                                                                                                                                                         

 

 

 

 

 

11:46, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 października 2015

Tutaj spełniają się moje małe marzenia i sny.  Zostałam przyjęta i mam bazę na pewno do końca miesiąca. Zobaczymy co będzie potem. Mam mnóstwo pracy, ale staram się znaleźć czas na naukę języka hiszpańskiego i na pisanie e-booka dla Was. To trochę potrwa, ale moze kiedys nadejdzie ten szczesliwy dzien, w ktorym bedziecie mogli poczytac sobie o mojej drodze. Kilka lat temu Santiago bylo odleglym punktem na mapie i nieosiagalnym dla mnie miejscem. Dzis tu mieszkam. I jest pewnym etapem, w ktorym probuje zmienic swoje zycie. Wprowadzanie zmian nie jest łatwe i nie uda mi się tego dokonać w jeden dzień, ale dotarłam do miejsca, w którym mam możliwość to zrobić więc teraz powinno być już z górki. To oczywiście też nie koniec moich wypraw rowerowych... To tylko chwilowa przerwa. Muszę znowu przytyć, bo znowu schudłam, na szczęście nie tak strasznie jak w tamtym roku, rower potrzebuje serwisu i tez musi odpocząć no i muszę zarobić pieniądze. Ale mam jeszcze mnóstwo dróg do przejechania 

17:36, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 września 2015

Jak zmieścić w jednym tatuażu cały mój szlak rowerowy?  I jak przekazać hiszpanskiemu artyście to, czego nie da się ubrać w słowa ? 

00:20, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 września 2015

Od ponad dwoch miesiecy pierwszy raz przesplam cala noc. W koncu w pewnym i bezpiecznym miejscu. Dobrze jest moc odetchnac i nie musiec sie bac.

11:46, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 września 2015

Uczę się tutaj dzielenia sobą, tym co mam wierzcie mi ze to nie łatwe gdy ma się niewiele lub nic...  Tak dużo dostaje a tak niewiele mogę dać.... 

02:35, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »

Znam więcej ludzi, którzy mi zazdroszczą,  są zawistni i wrogo nastawieni do mojego podejścia do życia i tego co robię a na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy mnie szczerze wspierają. 

Tylko ze Ci pierwsi nie mają zielonego pojęcia o tym z czym się zmagam na codzień. 

Nie piszę tu o tym jak mi ciężko bo mam wiele powodów do radości. Jestem szczęśliwa gdy udaje mi się co rano wysuszyć namiot i zdobyć wrzącą wodę na kawę, gdy mogę umyć głowę w ciepłej wodzie, zazwyczaj myje w zimnej, cieszę się jak dziecko gdy rano mój rower stoi obok namiotu mimo że w nocy ktoś się koło niego kręcił. Czuje prawdziwą ulgę i szczescie ze mogę jechać dalej. Jestem szczęśliwa gdy uda mi się zdobyć dostęp do prądu i internetu, gdy mapa mi nie znika, gdy znajduje po drodze figi, gruszki, jabłka, orzechy i inne dary natury. A gdy do tego nie pada i nie wieje to już prawdziwe szczęście. Nie wspomnę o tym jak się czuję, gdy mogę zjeść ciepły posiłek.  To coś więcej niż szczęście. Od  ponad dwóch miesięcy nie widziałam pralki, widziałam ale mnie na nią nie stać. Szczęśliwa jestem, gdy mam ciepła wodę do prania. Rzadko się zdarza. Zapominam o tym ze w nocy budziło mnie światło czyjejś latarki ze nie spalam, bo bałam się o rower, zapominam o tym jak ciężka była droga, o deszczu po drodze, silnym wietrze i o tym, że nie mam gdzie się ogrzać, gdy mi zimno. Nie zapominam o tym ze po nocy wstaje dzień a po burzy słońce.  Wszystko co złe musi się kiedyś skończyć, wystarczy przetrwać. 

Co złe to moje, dobrem dzielę się z Wami 

00:55, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 września 2015

"Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec siebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci.   Tylko życie jest naprawdę ważne.Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce."

23:09, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »

To mój fuck off dla tych co żywią do mnie zawiść za to co robię szczególnie dla Emilii Obrepalskiej Bartka Dziedzica i dla pana Andrzeja który jest menadżerem w Oberzy pod czerwonym wieprzem i który nie zapłacił mi kasy za ostatni tydzień mojej ciężkiej pracy. Dokonałam tego! 

8500 km, ponad pół roku w drodze i oto jestem. Nie ważne jak ciężko było ważne ze tu jestem. Niemożliwe stało się możliwe. Zrealizowałam swoje marzenie. Lepszego dnia wymarzyć sobie nie mogłam. Moje urodziny. 20150925_164442

21:52, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 września 2015

Jedząc pierwszy raz tutaj migdały, które zerwałam sobie z drzewa byłam zaskoczona ich smakiem i zastanawiałam się czemu migdały w Polsce smakują inaczej lub czemu nie smakują tak jak te. I gdy napotkałam kolejne drzewo zerwałam kilka, nie były do końca dojrzałe, trudniej je rozbić i smakują tak jak te w Polsce.  Dojrzałe migdały są bardzo aromatyczne i nie zjem ich zbyt dużo naraz. Niestety to smutna prawda i przekonałam się o tym nie raz, że importowana żywność ma zupełnie inny smak w kraju, w którym rośnie. Z kawą jest podobnie. W każdy kraju jest sprzedawana inna mieszanka kawy. Najgorszą kawę mają Niemcy i nie potrafią jej parzyć albo mają kiepskie expresy, trudno określić. Ale w każdym kraju kawa  smakuje inaczej, a już niewyobrażalnie inaczej smakuje w kraju, z którego pochodzi. Wiem to od tych, co tam byli i ją pili. Więc niestety by się dowiedzieć jak naprawdę smakuje dany owoc czy warzywo trzeba pojechać do miejsca, w którym rośnie. 

00:34, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 września 2015

Pogoda na Camino nie rozpieszcza. Nie ma dnia czy nocy bez deszczu. Od wczoraj wieje porywisty wiatr. Dziś na tyle mocno że jazda jest niemożliwa. Zwala mnie z roweru. Do tego tir za tirem, czasami próbowałam jechać szlakiem, ale ten sam wiatr tylko bez tirów. Chciałam dziś dojechać do Burgos ale poddałam się w Villafranca Monte de Oca. Nie ma sensu walczyć z wiatrem. Wypiłam ciepła herbatę i mam czas na szukanie bazy gdy zakończę wyprawę. Więc szukam. I cieszę się że pada deszcz, może jak się dobrze wypada to jutro będzie słońce. 

16:38, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2015

Wypijam gorąca herbatę owocowa w albergue i jadę dalej. Dobrze że są domy dla pielgrzymów mogę czasami zrobić sobie przerwę od mycia w wodzie mineralnej i wziąć normalny prysznic. Śpię w namiocie lub pod jakimś dachem nie poznaje zbyt wielu pielgrzymów, z Polski czasami ktoś się trafi. Nie pada wiec w drogę. 

13:47, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 września 2015

O Francji i Francuzach mogę trochę napisać, są inni i tylko pod jednym względem podobni do Włochów,  w domu nie mają podstawowej rzeczy, która jest w polskich domach... Są innymi kierowcami niż Niemcy czy Włosi.  Jeszcze 700 km i będę szukać bazy,  w której to wszystko opiszę.  Cierpliwosci :) 

16:36, maneradetodo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6